Rzecz nie jest w tym jaki jesteś, ale jaki nie jesteś.
Codziennie wstaje z martwych. Pod i nad. Chodzi. Dotyka i
tyka
do wewnątrz. A potem znowu deszcz. I zawężenie. Osnowa
z dużą ilością wątków. Można przyjrzeć się włóknom. Splotowi
charakterystycznemu dla kraty.
Nawet dzieci ulicy
mają kumpli.
Mówi i napina palce. Tuszuje sprawę. To czego nie wiesz,
nie może ci
zaszkodzić, ale powiedz jak trafić. Kawały betonu
o ostrych krawędziach, żywioły, rzucanie linii. Liny. I
oczekiwanie
na ratunek. Po przeciwnej zamazane kształty, ziarnisty obraz
i nocne oświetlenie. W głowie kręci się i wirują zapachy.
Nie mów, że się
zawaham.
Kiedyś piło się tanie wina i nad rzeką paliło ogniska.
O kamienie rozbijało łokcie i sińce oglądało przed lustrem.
Teraz drogie trunki zostawiają zamęt.